poniedziałek, 12 maja 2008

Plaża

Często myślałem o tym, że niektóre rzeczy które wydarzają się w moim życiu zasługują na miano cudu. Wczoraj znów wydarzyło się coś takiego. Pojechałem z Robertem na plaże, tam dwie godziny spędzone w słońcu, pełen relaks. Gdy przyszedł czas wyruszyli w podróż powrotną, wtedy za nami ujrzeliśmy dwóch mężczyzn niosących na rękach innego mężczyznę. Zaczekaliśmy aż zrównają się z nami, Robert pomógł prowadzić poszkodowanego.
Tak dotarliśmy do wyjścia z plaży. Wezwana karetka zabrała poszkodowanego do szpitala, a my zawieźliśmy tam jego partnera. Łukasz szlochał przez całą drogę. Wyrzucał sobie, że to jego wina, że to on chciał tam iść, że to on go popchnął.
Ja nie pamiętam, czy kiedykolwiek wcześniej widziałem taki sposób wyrażania miłości między mężczyznami.
Wiem, można to racjonalizować. Mówić -- człowiek przeżył szok. Że, to jego "ekspresyjna" natura. Zdaje sobie sprawę z tego, że ja nie znam tego człowieka, i że być może "na codzień" jest zimnym draniem. Nie dbam o to. Zobaczyłem obrazek, który teraz postarałem się opisać.
Wczoraj zobaczyłem miłość. Jutro idziemy ich odwiedzić w szpitalu.

Brak komentarzy: